Przedstawiamy wywiad z Arturem Skura jednym z założycieli RWO (Ruch na Rzecz Wolnego Oprogramowania).
eGov.pl: Aby uporządkować terminologie prosiłbym na początek aby zdefiniował Pan pojecie open-source? Czy open-source jest synonimem darmowego oprogramowania?
A.S.: „Open source” i „darmowe oprogramowanie” nie sa synonimami. To prawda, że programy open source sa najczesciej rozpowszechniane bezpłatnie, jednak aby program był open source, musi spełniac 10 warunków wymienionych na witrynie www.opensource.org. Nie wdajac sie w skomplikowane rozważania można powiedziec, że niezbedna jest dostepnosc kodu zródłowego, zas własciciele praw autorskich nie moga zabraniac jego modyfikacji i redystrybucji (również w celach komercyjnych). Równie czesto używa sie terminu „wolne oprogramowanie”, nawiazujac do koncepcji i idei promowanych przez Free Software Foundation i projekt GNU. Nie powinno sie myslec o tego typu oprogramowaniu jako tylko darmowym.
„Darmowy” jest np. Internet Explorer czy DirectX, ponieważ można je za darmo pobrac z Internetu. Nie maja one jednak nic wspólnego z open source i wolnym oprogramowaniem.
eGov.pl: Bardzo czesto pada zarzut, że co prawda oprogramowanie jest za darmo, ale nie ma zapewnionego profesjonalnego wsparcia ze strony producentów.
Czesto w praktyce pomoc taka ma sie sprowadzac do szukania odpowiedzi na listach dyskusyjnych – a to w wielu wypadkach – zwłaszcza przy poważnych systemach – może nie wystarczac. Jak Pana zdaniem wyglada to w praktyce?
A.S.: To przesad sprzed kilku lat. Linuksowe usługi supportowe to ogromny rynek, warty miliony dolarów. Jest on szczególnie atrakcyjny dla firm swiadczacych usługi, ponieważ nie istnieja ograniczenia dotyczace podmiotu swiadczacego usługi – innymi słowy pomoc techniczna dla programu X może swiadczyc nie tylko producent, lecz również firma Y i Z. Dotyczy to nie tylko supportu, ale i szkolen.
Niedawno polskie srodowiska informatyczne zbulwersowała sprawa szkolen z popularnego produktu, do których wyłaczne prawa roscił sobie jego producent. W przypadku open source takie konflikty nie sa możliwe. Z reguły usługi supportowe swiadczy firma odpowiedzialna za wdro¿enie systemu informatycznego w danej instytucji, choc nie musi to byc reguła. Jesli zas firma – zwykle niewielka – decyduje sie na wdrożenie rozwiazań open source we własnym zakresie, zazwyczaj dysponuje zasobami pozwalajacymi na jego pózniejsze utrzymanie, choc oczywiscie w ka¿dej chwili mo¿na skorzystac z usług firmy trzeciej.
Należy pamietac, że najpowszechniej używane programy open source sa bardzo dojrzałe – Linux ma ponad 10 lat, GCC i inne czesci systemów GNU/Linux licza sobie po kilkanascie lat, zas prace nad najważniejsza relacyjna baza danych open source (PostgreSQL) rozpoczeły sie jeszcze w latach siedemdziesiatych. W tak dojrzałym oprogramowaniu, tworzonym i weryfikowanym przez du¿a liczbe programistów z całego swiata, używanym bezposrednio przez setki tysiecy firm i instytucji, a posrednio przez wszystkich internautów, poważne błedy zdarzaja sie niezwykle rzadko.
Tak wiec zwykle support sprowadza sie nie tyle do usuwania usterek, co modyfikacji konfiguracji czy dodawaniu funkcjonalnosci. Praktycznie niespotykane sa sytuacje „coś nie działa i nie wiadomo dlaczego”, „system sie zawiesił”, „cos sie popsuło, system sie zrestartował i stracilismy dane”, jak to ma niekiedy miejsce w przypadku niektórych innych systemów. Interesujacy jest fakt, że analogiczna sytuacja ma miejsce na rynku szkolen.
Dzis praktycznie każda liczaca sie firma edukacyjna oferuje szkolenia linuksowe – ma je w swojej ofercie EduSoft, Altkom Akademia, ComArch i inne. Wiedza o tym osoby zainteresowane, podejrzewam jednak, że przecietny u¿ytkownik komputera ma na ten temat podobne wyobra¿enie, co o wsparciu technicznym.
eGov.pl: Kolejnym, czesto spotykanym, zarzutem jest bardzo waski zakres programów oferowanych w modelu open-source np. w zakresie pakietów biurowych (dodatkowo główny pakiet Star Office ma byc płatny od wersji 6.0)?
A.S.: Prawda jak zwykle leży posrodku. Oprogramowania Open Source jest bardzo dużo, wystarczy zajrzec na serwisy takie jak Freshmeat.Net – dziesiatki, setki tysiecy. Ktos, kto używa Windows, zazwyczaj nie zdaje sobie sprawy z bogactwa dostepnego oprogramowania. Z drugiej strony srodek cieżkosci całosci oprogramowania znajduje sie znacznie bliżej zastosowan serwerowych niż desktopowo-biurowych. Przykładowo, sztandardowe produkty open source takie jak najpopularniejszy na swiecie serwer WWW Apache, serwery pocztowe (Sendmail, Postfix), serwer nazw BIND (90-procentowy udział w rynku) – to wszystko produkty serwerowe. Jednak od kilku lat ta sytuacja ulega zmianie, odzwierciedlajac zainteresowanie Linuksem jako platforma desktopowa.
Wsród najpopularniejszego oprogramowania tego typu nale¿y wymienic zwłaszcza platformy KDE i GNOME, do złudzenia przypominajace Windows i oferujace podobna funkcjonalnosc. Kwestia Star Office jest dosc jasna: Sun udostepnił kod zródłowy niemal całosci Star Office na licencji GPL. Powstały projekt został nazwany OpenOffice.org i jest jednym z najwiekszych i najbardziej dynamicznie rozwijajacych sie otwartych projektów (trwaja miedzy innymi prace nad zintegrowaniem go z infrastruktura GNOME).
Należy wiec pamietac, że Star Office nigdy nie był i prawdopodobnie nie bedzie wolnym oprogramowaniem – jest nim Open Office. Wiecej o Open Office mo¿na dowiedziec sie na stronie OpenOffice.pl, skad mo¿na równie¿ pobrac wersje dla Windows i Linuksa.
No comments
Be the first one to comment